Wedding in paradise - trip to Male

Maldives Travel Blog

 › entry 12 of 27 › view all entries
Sunrise in front of ourbeach house

Today at dawn Olimpia was woken up by birds having probably a love afair J. I wasn’t moved by this and went back to sleep, but my ornithologist went hunting with camera.

When we both woke up, in front of the mirror we found out that all this great food had unwanted effect on our bellies, so we decided to have light breakfast – just fruits.

 After breakfast Olimpia took me as her private photographer for photo session in Kurumba gardens, after which we went snorkeling.

Old royal cementery in MAle
Besides one barracuda we saw noting new worth mentioning, and after 45min we returned home almost late for our trip to worlds smallest capital – Male (oh did I mention that trip to local village was canceled so we changed it to trip to Male).

Trip took 15 min, after which as it turned out, each couple had been assigned a private tour guide for few hours. Our guides name was Mohamed and we decided first to see regular sights of Male. So we saw Grand Mosque (quite big and nice), sultans old palace where there’s museum right now (well it sure didn’t look like palace to me), sultans gardens (very untidy and uncared for), president’s palace (colorful villa), old cemetery and old mosque (very nice, whole made of hand decorated coral), and parliament. After that we went shopping for souvenirs. We bought most expensive sun lotion I ever had bought (don’t even ask me how much it was), probably the most expensive cups I ever bought (well 30$ for 2 glasses covered in some cinnamon stick parts is a pretty much), quite reasonably priced photo album and a small piece of jewelry  for my wife.

Tuna in size of my honey

After shopping we went to fruit market, were there were many colorful fruits and vegetables from all over the world. They were in completely different sizes we usually see in our shops. For example watermelons were small and beans was huge.

Than we went to fish market, where just on the entrance, sticked in a bucket of ice was yellow fin tuna the size of my wife. We also saw swordfish and dolphin fish (not to be mistaken with dolphin), which I seen before only in guidebooks as drawings. I also seen big triggerfish, which I thought is not eatable, but according to Mohamed, after removing skin it’s quite good and tastes like chicken.

From fish market we went to local restaurant, where we ordered fish curry. Our guide asked it to be done less spicy than usual, to take in accounts our European stomachs J and it was really good.

Fish market
During lunch we’ve spoken  with Mohamed, and found out that most popular national sport in Maldives is soccer, and that he was for 6 years on national team, until he had a knee injury.

After lunch we went to harbor were there was supposed to be our boat waiting, but it turned out that they already left, because number of people they counted seamed ok for them. So we had another 20min extra for Male sightseeing, and a special private transfer to Kurumba J

 

 

Dziś rano Olimpię obudziły ptasiory, które akurat chyba mają okres godowy i darły się o wschodzie słońca wniebogłosy.

Preparing swordfish
Ja byłem niewzruszony, ale mój kochany ornitolog nie mógł  spać i wyszedł polować na nie z aparatem i kamerą.

Gdy już obydwoje byliśmy na nogach i stanęliśmy przed lustrem, stwierdziliśmy że to dobre jedzonko zaczyna mieć już swój niekorzystny efekt na nasze profile brzuchów J, więc dziś postanowiliśmy postawić na śniadanie light – same pyszne soczyste owoce (w niedużych ilościach) i w moim przypadku dieta czekoladowa (dwa croissanty z czekoladą J ).

Po śniadanku Olimpia zaciągnęła mnie na sesję w ogrodzie jako jej nadwornego fotografa.

Dolphin fish
Po czym był czas na szybkiego 45min snurka na rafie, gdzie poza ładną barrakudą i standardowymi znanymi nam już gatunkami nic ciekawego nie zobaczyliśmy. Za to uzgodniliśmy że postaramy się jutro wybrać na snurka o wschodzie słońca jak wszystkie zwierzaki wstają na śniadanie.

Prawie spóźnieni (żadna nowość dla nas) w biegu wskoczyliśmy w ciuchy, zabraliśmy potrzebne rzeczy i pomknęliśmy na wycieczkę do najmniejszej stolicy świata - Male. Popłynęliśmy w osiem osób, a transfer zajął około 15 minut. Na miejscu się okazało (co było dla nas miłym zaskoczeniem), że każda para dostała swojego prywatnego przewodnika. Zaskoczeniem też było to jak dużo samochodów i przede wszystkim motocykli jest w Male, przez co ruch na ulicach jest naprawdę duży, a żeby przejść przez ulicę, trzeba sporo refleksu. Nawet udało nam się zobaczyć stłuczkę drogową. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie fakt, że powierzchnia Male to …1,7 km kwadratowego (jeden przecinek siedem)! Na co komu tu auto lub motocykl jak można tu dojść wszędzie w max 10 minut. Nawet rower moim zdaniem byłby tu zbytkiem, a tu całkiem niezłe niektóre fury (nawet nieźle odpicowanego Nissana 350Z widziałem).

Traffic on streets od Male
Na tej powierzchni mieszka 80 tyś ludzi (ponad 1/4 populacji całego kraju), więc jest tłoczno, mimo że to kilka ulic na krzyż. Zaliczyliśmy standardowe punkty wycieczek, czyli wielki meczet (spory i całkiem ładny), stary pałac sułtański (no trochę to szumnie nazwane), wraz z ogrodami sułtańskimi (powiem szczerze że zwykłe chaszcze pełne śmieci), pałac prezydencki (taka trochę większa villa), stary meczet i stary cmentarz królewski (bardzo ładne całe zbudowane z koralowca) i parlament (no taki trochę większy budynek). Po zwiedzaniu zakupy, a jako że na Malediwach mają tylko ryby i owoce, to wszystko jest importowane i kosztuje chyba z 4-5x tyle co u nas, przez co kupiliśmy najdroższy w naszym życiu krem do opalania (nie pytajcie ile bo gdyby nie wizja poparzenia słonecznego to bym nie kupił), najdroższe jakie kiedykolwiek kupiłem kubki (cena prawie jakby to była porcelana od rosentala a nie rękodzieło lokalne), rozsądnie wyceniony ręcznie robiony album na zdjęcia i całkiem niedrogi wisiorek. Ceny mają naklejone takie że można umrzeć ze śmiechu (aż ciężko uwierzyć że ruscy płacą aż tyle), ale na szczęście można się targować i to KONKRETNIE. Na kubkach zrobionych z cynamona (nie pytajcie ale tak jest bo nawet pachną J) była cena 50$ / sztukę (!!!), bez zbędnych ceregieli powiedzieliśmy że możemy dać nie więcej niż 15$ i się zgodził, bez biadolenia jak to skazujemy jego rodzinę na śmierć głodową, jak to zazwyczaj bywa w Egipcie.
My wife under palm tree
Sporo chudsi na portfelach i mający jeszcze 2 godziny do powrotu, poprosiliśmy naszego przewodnika Mohammeda, żeby nas zabrał na targ rybny, a potem do jakiejś lokalnej restauracji na typowo Malediwskie fish curry.

Targ rybny i targ owoców naprawdę fajny. Pełno kolorowych owoców z całego świata i co dziwne w zupełnie innych niż u nas wymiarach. Np. strąki fasoli były ogromne, a arbuzy malutkie. Pomidory z kolei mieli importowane z naszych rejonów więc wyglądały podobnie jak u nas wyglądają ich owoce które dojrzewają w ładowniach statków podczas transportu do europy.

Targ rybny, mimo że akurat nie była to dobra pora żeby go odwiedzić, był jeszcze lepszy. Na samym wejściu stał sobie wetknięty od niechcenia w wiadro tuńczyk żółtopłetwy wielkości mojej żonki. Obok ktoś obrabiał miecznika, a w kolejce czekały inne dziwne ryby takie jak dolphin fish (nie mylić z delfinem), którego do tej pory widziałem tylko w atlasach ryb na rysunkach. Co dziwne była też duża rogatnica, które myślałem że są niejadalne, a Mohammed poinformował mnie że są bardzo dobre ponieważ ich mięso smakuje jak kurczak.

Z targu rybnego poszliśmy do lokalnej restauracji i zamówiliśmy fish curry. Przewodnik w obawie o nasze podniebienia zamówił nam wersję mniej ostrą niż jadają lokalni, która okazała się bardzo dobra i jeśli chodzi o pikantność to dokładnie taka jak trzeba. Przy okazji pogadaliśmy sobie z przewodnikiem i dowiedzieliśmy się że ulubionym sportem narodowym u nich jest… piłka nożna i w odróżnieniu od naszych mają w lidze azjatyckiej podobno dobrą pozycję. Nasz przewodnik grał przez 6 lat w drużynie narodowej, jednak po urazie kolana musiał zmienić zawód. Także Grzesiu, może jakiś transfer na Malediwy? J

Po kolacji poszliśmy na przystań na której miała czekać na nas łódź powrotna, jednak okazało się że już sobie popłynęli bo zgadzała im się ilość osób J Nie mam pojęcia kto popłynął zamiast nas, ale nic się nie stało bo mieliśmy 20min extra żeby przejść się po stolicy, a do tego mieliśmy prywatny transfer.

Little lizard
Nie ma co, faktycznie traktują każdego indywidualnie na Malediwach J

giorgiodimania says:
czemu nie ? :)
Posted on: Mar 23, 2009
Join TravBuddy to leave comments, meet new friends and share travel tips!
Sunrise in front of ourbeach house
Sunrise in front of ourbeach house
Old royal cementery in MAle
Old royal cementery in MAle
Tuna in size of my honey
Tuna in size of my honey
Fish market
Fish market
Preparing swordfish
Preparing swordfish
Dolphin fish
Dolphin fish
Traffic on streets od Male
Traffic on streets od Male
My wife under palm tree
My wife under palm tree
Little lizard
Little lizard