Wedding in paradise - first diving day
Today is the first day of diving. So right after breakfast we darted to diving center. First we did a check dive on house reef, which was very nice se were swimming in shoal of bigeye tavally. Oli was pretty good with assembling and handling diving equipment and didn’t need any of my assistance with that. It was Olimpias first dive after open water diver certification she made in
Diving at afternoon was on easy site, so we signed up to start adding some experience to my wife’s diving skills. Next dive was a drift dive (like most dives done in
When I’ve read her dive logbook entry I realized that it’s hard to make woman happy J - quoting: “2 big morays, lots of clownfish, anthias, shoals of naso surgeonfish, hundreds of triggerfish, parrotfish, wrasses, many black corals, gorgonians, sea whips, starfish and a medium sized napoleon….” and the best is coming - to summarize the dive site she wrote “reef was boring, good for training” J.
I just couldn’t resist to laugh out loud. But than again when you can see sharks, turtles, and hundreds of fish during snorkeling on house reef, than dive site like this, doesn’t make an impression. J
Rest of the day we spent on the beach. And at evening we had Maldivian buffet dinner. To enter the restaurant you had to go through little hut, which was put there in an hour or so (fine idea). Food was awesome! Realy. Everything we have tried (and we tried most of it besides fish curry) has delicious. Best we had since we came here at Kurumba. I’m sure they made it a bit less spicy so it would be eatable to non Maldivian or
Dziś był pierwszy dzień nurkowy, więc zaraz po śniadaniu pomkneliśmy do centrum nurkowego. Najpierw zrobiliśmy check dive na rafie przyhotelowej, który okazał się całkiem niezły, bo pływaliśmy właściwie w ławicy karnaksów. Oli radziła sobie całkiem nieźle ze składaniem sprzętu i nie wymagała mojej pomocy (choć oczywiście pomogłem). Był to jej pierwszy nurek w słonej wodzie, świeżo po certyfikacie (który robiła w Polsce) i nie poszło jej najlepiej z utrzymaniem pływalności, co jednak było spowodowane raczej stresem niż brakiem zdolności kontroli pływalności (no i tym że mogła się mnie kurczowo trzymać zamiast sama powalczyć).
Nurkowanie po południu było na prostym sajcie, więc się zapisaliśmy na nie żeby moja żona mogła nabrać trochę doświadczenia. Po check divie nie byłem o tym do końca przekonany czy otwarte morze z prądami jest dla niej dobrym pomysłem, ale Oli nalegała a i instruktorzy nurkowania powiedzieli że nie jest źle i że da radę bez problemu. I faktycznie, drugie nurkowanie poszło naprawdę gładko jak na nowicjusza. Oli sobie radziła sama od początku do końca (no może musiałem ją przytrzymać na przystanku bezpieczeństwa), ładnie kontrolowała pływalność, nie wpadała na mnie ani na innych nurków i mogła się w końcu cieszyć swoim nurkowaniem. Jak większość nurkowań na Malediwach, było to nurkowanie w prądzie i także moja żonka radziła sobie nieźle. Naprawdę mile byłem zaskoczony jak potrafi sobie radzić gdy się odstresuje. Trochę dużo zużyła powietrza i skończyła nurkowanie z 30 barami w butli, ale zagrożenia nie było bo pod koniec, gdy już widziałem że powoli kończy się jej powietrze wyszliśmy z 20 na 8m i na tej głębokości kontynuowaliśmy nurkowanie, a w razie problemów (np. kolejnych miejsc z silniejszymi prądami) miałem spory zapas w swojej butli dla nas obojga. I tak nieźle jak na pierwsze aż 54 minutowe nurkowanie i to miejscami w całkiem silnym prądzie.
Gdy potem obejrzałem wpis żoneczki w logbooku nurkowym mało się nie posikałem ze śmiechu, bo potwierdziło się że ciężko dogodzić kobiecie. Cytuje:
„2 duże mureny, dużo błazeneków, anthiasów, ławice dużych naso, rogatnice w dużych ilościach, papugoryby, wariatki, dużo czarnych korali, gorgonie, bicze morskie, rozgwiazdy i napoleon…” i uwaga na konkluzję „…rafa mało ciekawa, dobra na szkolenie”. No i co wy na to? Chyba nie będę miał lekko J Z drugiej strony jak się człowiek na snukowaniu napatrzał na rekiny, żółwie i ławice setek ryb to mogą się podnieść wymagania J
Resztę dnia spędziliśmy na plażowaniu przed naszym domkiem, a pod wieczór oczywiście kolacja. Dziś był bufet Malediwski i nawet w głównym wejściu postawili w godzinkę chatę z trzciny przez którą trzeba było przejść żeby się dostać do restauracji. Jedzenie było po prostu wyborne. Dosłownie wszystko było pyszne (no w sumie nie próbowaliśmy tylko fish curry ale obydwoje mamy traumatyczne przeżycia z tym daniem związane z Indii i Sri Lanki). Najlepsze jedzenie jakie tu jedliśmy, choć pewnie je doprawili mniej mając na uwadze żołądki turystów.









