Wedding in paradise - day before the wedding
As every morning we had a usual breakfast, and after that we plunged in the water in front of our bungalow. In the morning we had a (odpływ) so the water was just above corals, and some were sticking out above water level, which made it hard to snorkel.
It was a good chance to get know all the smaller reef inhabitants. Sand plateau is full of sand gobies, pipefish, crabs, etc. On the way back we greeted small sharks which were swimming 1m from the shore between people standing there.
Wedding is tomorrow so and we didn’t have our vows written. I had a concept of what I was about to say in my head but it’s better to write it down than speak from the heart during such a stressful moments.
Since we both knew what we wanted to say, one hour later we both had our vows ready, written down and memorized (at least we hope so).
While Oli was sunbathing I went snorkeling by the drop-off. Been there for 2 hours, and saw few quite a large fish – really big great barracuda (alone, so it was hunting), and a bigger ten usually seen in lagoon black-tip reef shark darted 10m below into abyss (around 1,5m long or so). Besides that large schools of banner fish, trigger fish, few kinds of naso surgeon fish and usual on this site powder blue tangs etc.
Tired but happy we went to dinner. There was Indian menu. Food was good and spicy.
After diner we walked around island to lose few calories, and came back to our room to start preparing to our big day.
Z rana jak zwykle śniadanko, a potem smarowanie kremami z faktorem 30 (dzieki czemu jesteśmy już strzaskani, ale mamy jeszcze skórę) i skok prosto do laguny przed naszym domkiem. Dziś rano był odpływ więc raz że woda była dość mętna a dwa że poziom wody sięgał niewiele ponad większość korali, a niektóre nawet wystawały z wody, przez co lawirowanie między koralami było utrudnione lub wręcz niemożliwe. Dzięki temu skupiliśmy się bardziej na mniejszych mieszkańcach rafy żyjących na piaszczystym plato, takich jak babki piaskowe, kraby, pipefish’e, goatfish’e itp. Po jakimś czasie goatfish’e przestały na nas zwracać uwagę i mogliśmy bez problemu śledzić jak ryją w piasku w poszukiwaniu skorupiaków (kraby nie poddawały się bez walki). W drodze powrotnej pozdrowiliśmy rekinki pływające teraz niecały metr od brzegu między stojącymi z aparatami ludzmi (zaczynam się zastanawiać czy to nie są jakieś tresowane rekiny zapewniające rozrywkę w zamian za brak animacji hotelowej :) )
Ślub już jutro więc zaczynamy się już trochę denerwować, tym bardziej że nie mieliśmy napisanej naszej przysięgi. Co prawda w głowach koncept ogólny tego co chcemy powiedzieć jest już od dawna, ale wiadomo że w momentach tak stresujących lepiej to sobie zapisać i nauczyć na pamięć. Po godzince każde z nas miało już ładnie napisaną i (miejmy nadzieję) zapamiętaną swoją przysięgę. Nie pisaliśmy wypracowań i staraliśmy się zawrzeć najważniejsze rzeczy jakie chcielibyśmy aby ta druga najważniejsza dla nas osoba usłyszała w trakcie ślubu.
Gdy mieliśmy to za sobą, troszkę bardziej spokojni poszliśmy się odstresować każdy na swój sposób.
Na skraju rafy oczywiście ogromne ławice ryb (banner fish’e, różne gatunki naso, rogatnice, sporo pojedynczych białobrodych itp), oraz kilka sporych ryb (samotna naprawdę duża great barrakuda, przemknął też całkiem spory ok. 1,5m rekin czarnopłetwy) . Tego dnia było mnóstwo planktonu i dokładnie było widać dlaczego życie morskie na Malediwach rozwija się tak dobrze. Zmęczony ale szczęśliwy pomknąłem do brzegu i na kolację.
Na kolację był bufet indyjski. Jedzenie dobre ale jak to indyjskie , ostre. Po kolacji mały spacer żeby zgubić kilka kalorii, i potem do domku szykować się na nasz wielki dzień.
|
|
|
|||
|
|
|
|||
|
|
|










