Wedding in Paradise - day appart
This day was unusual when it comes to honeymoons, because we… spent this day separate J. I wanted to dive and Olimpia wanted to go to
First dive I thought was supposed to be at 8:45 (or at least I thought so), so I woke up at 7:40 (what happens really rarely), kissed my sleeping wife for good morning (the response was something like “brrrfffzzz…”, and went to diving center.
As it turned out I was (what really doesn’t happen) way before diving, because it turned out that diving was scheduled for 8:45, so I took morning swim in the ocean, and watched bird hunting for it’s breakfast.
First diving was without any special excitement (not to mention a turtle), it was quite nice, and relaxing since my dive buddy was doing great and I had to worry only for myself (with occasional glimpse if he’s still there), and for taking good pictures. Unfortunately, when I was entering the boat, my weight belt unclipped itself and since I was holding ladder with one hand and fins in the other, I had to choose what will drown ��" fins or belt. My choice cost me 40$ (better than my fins J).
After we got back to Kurumba diving center decided that there will be night dive today so I unsigned from afternoon dive, signed for night dive and went to relax by beach house music on the beach (where else J). At 14:00 I had a hunch and decided that I will go to afternoon dive anyway. I grabbed dive computer and camera and darted to diving center to arrive just 1 minute before they left.
On the way to diving site we saw two groups of huge black dolphins (they seamed a bit orca like from the surface).
It turned out that there’s very strong current on the site and big surge, which meant that there might be sharks J. Few minutes after we had descended they had showed up. 4 or 5 of them (it was hard to count in all that mess) 3 of them were pretty big. The current was so strong that we had to hold on to biggest dead coral rock we could find, and observed sharks to swim around and between divers. After 5-7 minutes they plunged to greater depth and we continued our dive, which because of the current was just purely gliding with great speed through the coral reefs, during which we saw turtles (one was huge), napoleon fish and hundreds of other fish.
It was one of the best dives I have ever had, and I thought that this made my day.
But the night dive at Kurumba house reef was also beyond my expectations. It’s done after fisherman ships with arrive with the catch, fish are prepared on the jetty and leftovers (guts and fish heads) are thrown out to the sea. Big black and yellow stingrays feast on it. During our dive we made few rounds around jetty and under us huge (over 2m with the tail) stingray passed no more than half a meter under us or above us. Moray eels small and huge in large numbers (saw at least two dozens of them) were swimming in search of food and strange tentacles the size of my arm were sticking from under the rocks (I have no idea what that was) It was fabulous!
After 3 dives I was so tired that I only had time to eat very good diner (as always) and went to sleep.
Dzisiejszy dzień był dniem wyjątkowym jeśli chodzi o miesiące miodowe, ponieważ spędziliśmy go … osobno J. Oli chciała koniecznie jechać na wycieczkę do lokalnej wioski rybackiej, a mi szkoda było kasy na to i wolałem sobie za to ponurkować.
Pierwsze nurkowanie jak mi się wydawało było o 8:15, więc wstałem o tej samej barbarzyńskiej porze o której mnie od ponad roku Michał wyciąga na tenisa, pocałowałem śpiącą żonę na dzień dobry i poleciałem na nurkowanie. Nieczęsto mi się to w życiu zdarza, ale okazało się że przyszedłem o 30 minut za wcześnie, bo nurkowanie jest o 8:45, więc zdążyłem jeszcze popływać w oceanie i posiedzieć sobie z polującą na śniadanie czaplą.
Pierwsze nurkowanie było bez rewelacji (nie licząc jednego żółwia zajadającego się gąbkami), ale dość przyjemne bo zauważyłem kilka ciekawych rybek, których wcześniej nie widziałem (np. żółta iglicznia) i nurkowałem z dentystą z Londynu, który dobrze sobie radził, więc właściwie każdy martwił się o siebie, co jakieś 5min tylko spoglądając czy partnera nie wciągnęło. Jednak przy wychodzeniu, podczas wchodzenia do łodzi odpiął mi się pas balastowy akurat w momencie gdy trzymałem już zdjęte płetwy i mimo że go przytrzymałem, to miałem do wyboru, albo wypuścić pas albo płetwy. Pas pomknął w wielki błękit, a ja za swoją nieuwagę zabuliłem 40$ za pas i ołów (wszystko tu jest drogie na Malediwach ��" w Egipcie by za to nie policzyli).
Po powrocie okazało się że jest dziś nocne nurkowanie, więc wykreśliłem się z popołudniowego, zapisałem na nocne i poszedłem poleniuchować, na plaży słuchając beach house. O godzinie 14:00 stwierdziłem że się nudzę i skoro i tak nie ma Oli to zrobię w sumie też i nurkowanie popołudniowe. Biegiem pomknąłem na przystań gdzie już mieli odpływać i fartem załapałem się na nurka.
Płynąc na miejsce spotkaliśmy dwa duże stada wielkich czarnych delfinów - nie wiedziałem że rosną aż tak duże, gdyby miały białe akcenty ubarwienia byłbym przekonany że to orki J
Tym razem nurkowaliśmy tylko w dwójkę z innym nurkiem AOWD + 2 divemasterów. Okazało się niespodziewanie, że jest strasznie silny prąd, do tego są duże pływy (rzuca na boki po kilka metrów w jedną i drugą), jednak dzięki temu jest szansa na rekiny.
Dosłownie jak tylko zeszliśmy dookoła nas zaczęły pływać 4 lub 5 sztuk rekinów białopłetwych (w tym zamieszaniu już nie wiedziałem czy to ten sam czy nowy) z czego 3 były wielkie. Ponieważ prąd był strasznie silny, nie było mowy o obserwowaniu czegokolwiek nie przycisnąwszy się do rafy i złapaniu największego kawałka martwej rafy jaki mogłeś znaleźć dookoła. Rekiny pływały między nami i dookoła nas trzymając dystans co najmniej
Myślałem że dziś to już wszystko co mnie czeka ale miałem jeszcze 1,5h przerwy do nurkowania nocnego, które okazało się równie ciekawe. Ok. 17:30 rybacy przywożą na wyspę ryby do restauracji, które na miejscu na nabrzeżu technicznym są obrabiane i resztki (flaki i głowy rybie) wrzucają do wody. Pod spodem na darmową wyżerkę przypływa multum potężnych płaszczek, a że to już zachód słońca to i wszystkie okoliczne mureny przybywają równie tłumnie. Nasze nocne nurkowanie skupiało się na zrobieniu kilku okrążeń wokoło nabrzeża, jednak to co się działo pod wodą jest nie do opisania. Wielkie płaszczki czarne i żółte (razem z ogonem większe ode mnie) w ilości kilkunastu sztuk, pływało dosłownie kilkanaście centymetrów pod lub nad nami i to ze wszystkich stron. Coś niesamowitego! Następnie popływaliśmy trochę po rafie przydomowej, gdzie pełzało wszędzie tuziny muren (od malutkich 30cm do ponad 2m), różne odmiany skrzydlic, jakieś dziwne macki wielkości moich ramion wystające spod skał (nie mam zielonego pojęcia co to jest, ale podejrzewam że jakieś wielkie nicienie) i się zastanawiałem gdzie one wszystkie chowają się za dnia?
Te 3 nurkowania jednego dnia mimo nurkowania na nitroxie znużyły mnie, więc po kolacji padłem i nie dałem rady uzupełnić bloga.
A tu Oli naskrobała swój opis dnia
Dziś byłam na wycieczce Maldivian Experience. Wycieczka miała na celu poznanie codziennego życia mieszkańców Malediwów i tak też było. Około 9:30 wyruszyliśmy łodzią z naszej wyspy na wyspę odległą o pół godziny drogi, która nazywała się Bodu Huura. Tam zwiedziliśmy miejscową szkołę, zabytkowy cmentarz i manufakturę. Ciekawie zademonstrowano nam wyrabianie pater i mis z drewna. Wioska ogólnie dość spora, złożona głównie z domów mieszańców i kilku sklepików. Rosło tam sporo ogromnych i ciekawych drzew Banyan, z których zwisały długie liany oraz wiele drzewek papai, które mimo swych niedużych rozmiarów miały sporo owoców.
Mieszkańcy wyspy bardzo przyjaźnie nastawieni do turystów, chętnie prowadzili z nami rozmowy i zaskakiwali nas bogatą wiedzą o Polsce. Po zwiedzaniu wyspy udaliśmy się na zakupy. Ceny najbardziej przyzwoite ze wszystkich napotkanych dotychczas na Malediwach, ale wybór niewielki. Nabyłam ładny, wykonany z drzewa mango, ręcznie rzeźbiony, sporych rozmiarów bęben Bodu Beru w okazyjnej cenie. Po udanych zakupach popłynęliśmy łodzią na snorkling. Napotkaliśmy mnóstwo delfinów, całe duże stada podpływały do naszej łodzi i płynęły z nami dość długo. Popisywały się przed nami wykonując piękne salta. Gdy odpłynęły wyruszyliśmy w dalszą drogę na rafę. Pod wodą spotkaliśmy żółwia sporych rozmiarów, który zaciekawiony nami przerwał jedzonko, aby do nas podpłynąć i się przywitać. Milusie te żółwiki. Po orzeźwiającej kąpieli w morzu udaliśmy się na niezamieszkaną wyspę Kuda Bandos, gdzie czekał już na nas obiad w postaci grilowanej ryby, kurczaka i warzyw. Do tego świeże, pyszne, dojrzałe owoce. Po obiadku chwila odpoczynku i znów snorkeling na lokalnej rafie. Następnie udaliśmy się na spacer po wyspie, która zaskakiwała szeroką plażą i egzotyczną roślinnością. Około 16:00 wyruszyliśmy w drogę powrotną na naszą wyspę i po niespełna pół godziny byliśmy już na miejscu.








