Wedding in Paradise - back to Dubai

Dubai Travel Blog

 › entry 25 of 27 › view all entries

Ostatni dzień rejsu rozpoczął się wyjątkowo na morzu a nie już w porcie, ponieważ do Dubaju mieliśmy dobić dopiero ok. 13:00. Więc spokojnie udaliśmy się na śniadanie, które chcieliśmy zjeść na zewnątrz… gdzie zastał nas deszcz. Naprawdę. Pada tu podobno 4 razy do roku (i to niewiele) a tu od czasu gdy tydzień temu przylecieliśmy do dnia dzisiejszego pada. No co za pech. Mówi się trudno. Na szczęście gdy statek dobił przestało padać i trochę mniej jakby chmur było, ale nadal nie była to wymarzona pogoda na zwiedzanie i zdjęcia.

Jak tylko statek przybił wskoczyliśmy do shuttle busa jadącego do Dubai Mall, gdzie umówiliśmy się z Louisem, który z własnej, nieprzymuszonej woli (tak twierdzi Justyna J) zgodził się nas poniańczyć tego dnia.

Jumeirah beach

Wyjeżdżając z portu byliśmy trochę niepewni czy nam się to uda, ponieważ moim zdaniem nie mieliśmy ważnej wizy do Dubaju. Według informacji jakie uzyskałem przed wyjazdem od konsula, powinniśmy mieć 4 wizy (lub jedną 4 krotnego wjazdu) - przylot do Dubaju (pierwsza), opuszczenie Zjednoczonych Emiratów Arabskich i wizyta w Omanie, po czym ponowne wjechanie na teren ZEA w Fujairah (druga), wypłynięcie na wody międzynarodowe i przypłynięcie do Abu Dhabi (trzecia), wizyta w Bahrajnie i powrót do Dubaju (czwarta). Travco nam załatwiło tylko 1 wizę do Dubaju, a babki z Costa Cruises powiedziały że potrzebujemy jeszcze tylko wizę do Fujairah i Abu Dhabi i też tylko te nam załatwiły. Na szczęście jedyne co sprawdzali przy wjeździe i wyjeździe z portu, to czy mamy nasze karty identyfikacyjne Costa Cruises.

Z Louisem spotkaliśmy się w Dubai Mall, który przez darmowy transport ze statku znaliśmy byliśmy już tyle razy, że znaliśmy go jak własną kieszeń J.

burj khalifa (burj dubai at that time)
Louis zabrał nas do Dzielnicy Jumeirah, gdzie najpierw odwiedziliśmy plaże, a potem centrum handlowo-rozrywkowo-hotelowe (czasem naprawdę trudno określić przeznaczenie budynków w Dubaju) Medinat Jumeirah. Mimo że gdy podobno coś jest do wszystkiego to jest do niczego, to akurat Medinat Jumeirah jest wyjątkiem od tej reguły. Cały kompleks jest wybudowany w stylu arabskiego fortu, gdzie poszczególne części łączą uliczki ze sklepami zrobione na styl starego arabskiego souqu. Cały kompleks ma niezliczone ilości tarasów i tarasików, na których zlokalizowane są restauracje, puby i kluby, a dookoła płynie rzeczka, po której kursują taksówki wodne, także stylizowane na tradycyjne łodzie. Co ciekawe, te taksówki wodne są jedynym sposobem dotarcia z i do jednego z dwóch luksusowych hoteli zlokalizowanych w tym dużym kompleksie. Usiedliśmy sobie w jednej z restauracji z widokiem na Burj Al Arab (który jest stąd rzut beretem, tak jak i Ski Dubai). Tanio to tu nie jest, ale z drugiej strony raz że to Dubai, a dwa że Medinat Jumeirah nie jest miejscem budżetowym J.
Burj al Arab
Louis nieświadom zagrożenia, zaoferował się że porobi Olimpii zdjęcia i nie wiedząc co czyni w tym momencie przepadł, bo Oli chce żeby je pstrykać jej co chwila
J

Jako że w Dubaju pełno jest miejsc „niebudżetowych”, więc Louis zabrał nas do następnego – słynna Palm Jumeirah, czyli sztuczna wyspa w kształcie palmy, która była chyba jednym z najgłośniejszych projektów budowlanych w Dubaju. Jak w całym Dubaju także i tu widać że prace jeszcze gdzie niegdzie trwają, ale właściwie jest to już gotowe przedsięwzięcie. Apartamenty już na samym wjeździe są niezłe, a im głębiej w wyspę tym niższe budynki i tym bardziej luksusowe (no i oczywiście tym droższe J).

Louis - our party man :)
Wjeżdża się głównym pniem palmy, przy którym są postawione wysokie apartamentowce, a głębiej w wyspę prowadzą odnogi (czyli liście palmy), na których są zlokalizowane zamknięte osiedla apartamentów lub domków i willi, budowanych w różnym stylu. O cenach nie ma co rozmawiać jednak mogę powiedzieć że podobno ceny poszły o dobre kilka milionów w dół z powodu kryzysu światowego J.

Na szczycie palmy stoi perełka – wybudowany kosztem ok. 1 mld $ hotel Atlantis Palm Dubai. Z zewnątrz ogólnym zarysem przypomina Atlantis z Bahamów, jednak z bliska widać że nadano mu arabski charakter. Jeśli zamierzacie podjechać od frontu i skorzystać z usługi valley parking, to miejcie gotowe 150dhs (150zł) górką J, ale i tak warto bo hotel jest niesamowity.

W holu od razu rzuci wam się w oczy szklana rzeźba na którą puścili podobno 10 mln $. Jest bardzo efektowna i bajkowo ładna (nie mylić z bajecznie), jednak 10 mln $ to trochę przesada, ale cenę może trochę usprawiedliwić fakt, że zrobiona jest z kryształów Svarowskiego J. Od recepcji prowadzi szeroki korytarz ze sklepami i restauracjami po bokach do wielkiego holu z ogromnym akwarium morskim J. Świetnie wykonana aranżacja wnętrza, na styl ruin, gdzie nie zapomnieli nawet o stylizacji części których zazwyczaj nie widać (chyba że ktoś patrzy przyklejony do akwarium pod dziwnymi kontami J).

Akwarium bardzo ładne, jednak po tym gdy się zobaczyło to w Dubai Mall, nie robi już takiego wrażenia, do czasu aż nie dostrzeże się pływającego w toni …rekina wielorybiego! Po prostu niesamowite. Nie mam pojęcia jak oni utrzymują przy życiu w niewoli tą największą rybę na świecie, która żywi się ogromnymi ilościami planktonu i dorasta do 12 metrów długości. Nie wiem też co oni zamierzają z nim zrobić gdy podrośnie bo na razie to kilkumetrowe „maleństwo”.

Obok akwarium znajduje się oceanarium nazwane Lost Chambers (zaginione komnaty), jednak nie zdecydowaliśmy się tam wejść (wejście 100 dhs – ok. 100zł/os). Idąc dalej dochodzimy do Aquaparku Atlantis. Aquapark sam w sobie podobno jest niezgorszy od reszty hotelu, ale także nie weszliśmy, raz że wejście nie jest tanie (wjazd +szafka i ręcznik ok. 250 dhs), a dwa że pogoda była kiepska.

Wieczorem Louis zawiózł nas sporwotem na statek żebyśmy się spakowali (następnego dnia rano wykwaterowanie) i przebrali przed częścią zwiedzania jaką Louis ma opracowaną najlepiej – bary, puby i dyskoteki J.

Umówiliśmy się w Double Decker Pub, gdzie ze statku dotarliśmy taksówką, które tu w Dubaju w porównaniu do innych rzeczy są akurat dość tanie (zapłaciliśmy ok. 25zł). Double Decker Pub to typowy angielski pub z barem w centralnej części, muzyką na żywo i tłumem anglików. Ceny jak to w Dubaju nie są tanie – za piwo ok. 20-30zł , whiskey z colą 40-50zł, więc jak ktoś chce sobie pobalować to niech szykuje sporo kasy.

Po paru głębszych przenieśliśmy się do Long's Bar, gdzie zostaliśmy kolejną godzinkę, po czym zwinęliśmy się do dyskoteki Boudoir. Dyskoteka bardzo elegancka, a Olimpii już spodobało się na samym wejściu, bo bramkarz zapytał ile ma lat bo niepełnoletnich nie wpuszczają J. Same balety spore, ale napakowane ludzmi po brzegi. Wystrój w stylu barokowym z meblami w tym stylu, obrazami z ciężkimi ramami i nawet toalety zrobione w tym stylu i w męskiej obok mydła i ręczników znajdziecie też balsam do rąk i perfumy J.

atlantis palm dubai

Ceny drinków podobne jak w pubach (piwo 33zł , whiskey 40zł), choć trochę zszokowały mnie postawione na stolikach karty szampanów – Don Perignon 29 tyś zł J Skoro mają to w ofercie to chyba go sprzedają. Były też i tańsze dla szaraczków za 2 – 8 tys zł za butelkę :). Muzyka też bardzo fajnie grana – było wszystko od rocka, popu, house, r&b i to z ładnymi gładkimi przejściami między gatunkami, więc było coś dla każdego. Bawiliśmy się z Oli i Louisem do rana, po czym zmordowani wróciliśmy na statek.

Join TravBuddy to leave comments, meet new friends and share travel tips!
Jumeirah beach
Jumeirah beach
burj khalifa (burj dubai at that t…
burj khalifa (burj dubai at that …
Burj al Arab
Burj al Arab
Louis - our party man :)
Louis - our party man :)
atlantis palm dubai
atlantis palm dubai
atlantis palm dubai
atlantis palm dubai
atlantis palm dubai
atlantis palm dubai
whale shark
whale shark
atlantis palm dubai
atlantis palm dubai
atlantis palm dubai
atlantis palm dubai
atlantis palm dubai
atlantis palm dubai
Dubai
photo by: vances