Wedding in Paradise - just another day in paradise
Another diving day started ealry with light breakfast and going to diving center.
Our first dive was
As soon as I got back, my wife made me do her dozens of pictures, and all I got in return was one or two lousy photos of me in return J
After a photo session we went snorkeling, but we haven’t seen anything new worth mentioning (well besides regular black tip sharks).
As soon as we came out of the water it was time to go to diving center. This time my wife was also diving with me. Our diving site was Back Faru, where there’s a possibility to see turtles. Diving turned out to be done in strong current, with which Olimpia handled very well. She moved her fins to fast instead just gliding in current, but besides that she did great. We have seen few turtles from quite close. And the only snag was that she tried to drown me on safety stop by holding by my regulator hose and ripping it out of my mouth J (have no idea why she wants me dead few days after the wedding).
After diving I had some in work crisis, which must have been taken care of (but it turned out quite well – I hope).
At evening there was
Kolejny dzień nurkowy, zaczął się od wstania o barbarzyńskiej porze, szybkie śniadanko po drodze (przed nurkowaniem musiało być „lajt” więc wybrałem same owoce i jogurt) i biegiem do centrum nurkowego.
Pierwsze nurkowanie było na Emboodhoo Canyon , Ładna stroma rafa z wieloma nawisami, w których niestety nie było żadnego nurse sharka, ale i tak było to dość przyjemne i spokojne nurkowanie.
Gdy tylko wróciłem żona kazała sobie robić fotki, więc co miałem zrobić – nadworny fotograf musiał biegać po całej wyspie i pykać dziesiątki zdjęć swojej księżniczce J i jako ochłap stać się obiektem z 1 czy 2 fotek.
Spoceni ciężką sesją w tym upale, poszliśmy posnurkować. Żadnych ciekawych nowych zwierząt nie widzieliśmy, no oczywiści poza lokalnymi rekinami i standardowymi ławicami banerfish’y, rogatnic i naso.
Ledwo wyszliśmy z wody trzeba było lecieć do centrum nurkowego (jak widzicie nie ma kiedy wypocząć na takiej wyspie – non stop coś J ).
Tym razem Oli poszła ze mną. To nurkowanie było w okolicach wyspy Faru (back faru), gdzie często można spotkać żółwie. Na miejscu okazało się że jest bardzo silny prąd, ale moje kochanie całkiem nieźle sobie dawała radę i nie wymagała pomocy, no może poza tym że w tak silnym prądzie praktycznie się nie macha płetwami (bo się płynie zbyt szybko), tylko szybuje korygując płetwami jedynie kierunek „lotu”, przez co dostała od divemastera potem ksywkę „Schuemacher”. Przez to musieliśmy się zatrzymywać co jakiś czas i czekać na resztę, co też ładnie robiła obserwując jak ja to robie, łapała się martwej skały koralowej i dyndaliśmy w prądzie ąż reszta nas dogoniła. Po drodze spotkaliśmy w sumie 4 żółwie średnich rozmiarów, z jednym Olimpia popływała w odległości
Po nurkowaniu okazało się że nawaliłem przed wyjazdem w pracy i wynikł spory kryzys. Na szczęście po 2h na internecie i telefonie do klienta udało się jako tako wybrnąć z tej katastrofy.
Wieczorem po kolacji (jeśli dobrze pamiętam to był bufet dalekiego wschodu – bardzo smaczny) zostaliśmy zaproszeni na spotkanie nowożeńców. Na plaży obok basenu rozstawiono ok. 10 stolików ładnie przybranych na czerwono i obowiązkowo z kwiatami, wchodziło się przez łuk kwiatów, a na miejscu czekał kelner z szampanem. Większość nowożeńców pojawiała się, wypijała w 5-10min gratisowego szampana i szli dalej, a szkoda bo naprawdę bardzo ładnie to przygotowali i był to miły gest ze strony hotelu. Co więcej my (a zapewne także inni nowożeńcy) dostali zaproszenie na specjalną kolację przy świecach w dowolnie wybrany dzień (my wybraliśmy dzień jutrzejszy).










