posted by:

Wedding in Paradise - Lunch at Burj Al Arab

Dubai Travel Blog › entry 25 of 25 › view all entries

We're taking our dream wedding on the beach in Maldives. Then we're starting our honeymoon. We'll do some diving, sunbathing and we're off to arabic peninsula. We're starting cruise from Dubai, then to Oman, Bahrain, Abu Dhabi, Fujairah and back to Dubai for final 3 days of sightseeing. Finaly after almost a month we're back to Poland, back to real life.

Wedding in Paradise - Lunch at Burj Al Arab

English version comming soon...

 

Spaliśmy do 10:30 i ledwo zdążyliśmy na śniadanie w restauracji hotelowej, które było bardzo dobre i było z czego wybierać.

Po śniadanku wbiliśmy się w eleganckie ciuchy i pojechaliśmy na lunch do Burj Al. Arab. Ten 7* hotel jest wybudowany na sztucznej wyspie i jedyny sposób żeby się do niego dostać, to przejechać przez łączący go z lądem most (no można jeszcze przylecieć helikopterem). Kształt hotelu w formie żagla, jest chyba wszystkim znany, a charakter nadmuchanego wiatrem nadają mu rozpięte na froncie teflonowe płachty. Hotel faktycznie z zewnątrz prezentuje się rewelacyjnie i wygląda ultranowocześnie. W środku natomiast ma ogromną przestrzeń, i wydaje się niezabudowany do samej góry z kolorowymi balkonami na około. Wnętrza są urządzone z przepychem, jednak jak na mój europejski gust to połączenie lekkiego, nowoczesnego wystroju z ciężkimi arabskimi elementami, jest ciekawe, ale takie trochę kiczowate. Na wprost wejścia jest duża kaskadowa, komputerowo sterowana, efektowna fontanna, a po dwóch jej stronach schody ruchome idące wzdłuż dwóch akwariów morskich. Na piętrze jest kolejna, tym razem okrągła fontanna, która na pierwszy rzut oka wygląda ładnie, ale bez szału, jednak okazuje się że co kilkanaście minut wypuszcza potężny gejzer wody wysoki na kilkanaście pięter. Na tym piętrze znajdują się wejścia do restauracji, kawiarnie, sklepy i windy prowadzące do pokoi gości. Stąd poszliśmy do restauracji Al Mahara w której mieliśmy rezerwację na business lunch dla 2 osób. Przy pierwszej recepcji prowadzącej do restauracji powiedzieliśmy, że mamy rezerwację, a pani recepcjonistka powitała nas po nazwiskach, zaprowadziła do windy, którą zjechaliśmy jedno piętro w dół. Gdy tylko zjechaliśmy i otworzyły się drzwi, przywitała nas po nazwisku kolejna recepcjonistka (szybko działają) i zaprowadziła nas do naszego stolika, który był tuż przy szybie wielkiego akwarium morskiego. Okrągłe akwarium morskie było centralnym punktem restauracji i zajmowało 3/4 jej powierzchni, dookoła natomiast były ustawione stoliki, 2 osobowe przy szybie akwarium, wieloosobowe pod ścianą. Nazwa restauracji Al. Mahara oznacza po arabsku ostrygę, więc cały wystrój jest w stylu morskim, który akurat tutaj był bardzo mi się podobał i nie miałem mieszanych uczuć jak w przypadku pomieszanych stylów w holu głównym. Samo menu podane było dziełem sztuki z wtopioną muszlą małży i perłami, z perłowymi kartkami. Tym razem odpuściliśmy sobie kawior za 10700 zł J  (na pierwszej stronie menu z przystawkami) i skupiliśmy się na specjalnej menu lunchu biznesowego. Wybraliśmy na przystawkę sałatkę z kraba, na danie główne Olimpia wybrała łososia, ja australijską wołowinę, a na deser mus waniliowy z borówkami i fondue czekoladowe. Wszystko było rewelacyjne. Delikatne i rozpływające się w ustach. Naprawdę przepyszne i do tego podane wyjątkowo atrakcyjnie. Obsługa co chwile dopytywała się czy wszystko jest w porządku i czy czegoś jeszcze nie potrzebujemy, aż do przesady. Już sama wizyta w restauracji, nawet bez poznawania wnętrz Burj Al Arab i jakość jedzenia jest warte znacznie więcej niż zapłaciliśmy za lunch w restauracji (400zł / os). Do tego wspaniałe akwarium morskie było dla mnie atrakcyjne, jednak po tych Dubai Mall i Atlantis Palm, było to po prostu kolejne duże słone akwarium J.

Po kolacji przyjechał po nas Louis, pokręcił się z nami po żaglu, porobił nam fotki (od teraz to chyba jego ulubione zajęcie J) i zabrał nas na „sesję” pod najwyższy budynek świata Burj Dubai. Problem jest w tym że Burj Dubai nie jest jeszcze skończony i nie za bardzo można podjechać blisko i zrobić dobre ujęcia, ale z jednego miejsca na tyłach Dubai Mall można strzelić niezłe fotki.

Przebraliśmy się i pojechaliśmy zobaczyć Gold Souq a potem Dubai Creek. Znaleźć wolne miejsce parkingowe przy Dubai Creek było prawie niemożliwe, ale Louis jest po prostu niemożliwy – przekonał parkingowego żeby wystawił swoje auto i pozwolił nam zaparkować na swoim miejscu J

Posiedzieliśmy przy kawie w jednej z knajpek przy Dubai Creek pod dwoma wieżowcami rolexa patrząc na pływające łódki, a potem pojechaliśmy na piwko do Irish Village. Miejsce to jak sama nazwa wskazuje. wygląda faktycznie jak irlandzka wioska …tyle że złożona tylko z pubów J. Posiedzieliśmy tu trochę i przenieśliśmy się do baru w naszym hotelu, gdzie gadaliśmy do północy. Louis to świetny facet, dowcipny i zaradny. Nie ma dla niego rzeczy niemożliwych, więc gdzie chciał to nas wprowadzał. Po prostu zachowywał się jakby miał  tam być i nikt nie myślał że jest inaczej J. Jesteśmy mu wdzięczni (no i oczywiście Justynie za to że go do tego zmusiła J), że nas niańczył przez te 3 dni, choć bieganie za Olimpią z aparatem i wożenie nam tyłków po całym Dubaju nie jest wymarzonym zajęciem na weekend. Dzięki.

Create a free TravBuddy account or login to leave comments, meet travelers, and share experiences with the TravBuddy travel community.
Dubai Resources Dubai Reviews Hotels Near Dubai
City:
Guests:
Rooms:
Check-in:
Check-out:
Also compare :