Wedding in Paradise - Day after the wedding
One can imagine that we woke up late the next day, after whole this excitement (and champagne). We thought that what happened yesterday was a dream, but rings on our fingers assured us that it wasn’t. Also bill left under our door made us came to reality real quick J , 600$ quicker than we expected. Fortunately it turned out that they charged 600$ extra for the SPA, which was included in wedding package, and after settling the bill for the ceremony, much calmer we went to diving center.
As check dive is obligatory in Maldives, and it’s once a day at 10:45 we signed up for tomorrow, and went for snorkeling.
First thing that we saw was… group of 6 sharks.
I was so happy that I messed something up with the camera, and the only movie that we have is with one shark that stayed with us for longer. No later than 15min later on the edge of reef we’ve meet two big turtles. One was friendly enough to pose for some pictures and a short movie. It turned out that best time to visit reef is just before sunset, because thousands of animals come here to feed. There were all kinds of reef creatures from large more than meter long fish to smallest fish juvenile and plankton. Small was eating smaller, than it was eaten by something larger and the life cycle continued.
After this great snorkeling we went straight to dinner. There was
A little walk to our beach house and we sat in front of the laptop to write delayed from obvious reasons wedding review J, which we did to late night hours.
Jak się można domyśleć następnego dnia wstaliśmy dość późno i lekko skołowani po tych wszystkich wydarzeniach jak i po kilku szampanach. Wydawało nam się że wczorajszy dzień był snem, jednak obrączki na naszych palcach uświadomiły nam że to wszystko jednak wydarzyło się naprawdę.
Trochę na ziemię sprowadził nas rachunek do opłacenia wetknięty dyskretnie pod drzwi, który opiewał na 600$ więcej niż się spodziewaliśmy. Na szczęście wyjaśniło się że naliczyli nam 600$ za SPA, a było to zawarte już w pakiecie ślubnym (całkiem niezła kwota jak za 1h przyjemności , nie ma co…).
Gdy już doszliśmy do siebie udało mi się moją żonę wyciągnąć do centrum nurkowego. Jako że na Malediwach nie można nurkować bez check dive’a (nurkowania sprawdzającego), które jak się okazało było organizowane raz dziennie o 10:45, umówiliśmy się na dzień jutrzejszy i pobiegliśmy na snorkling.
Wyszło chyba i lepiej bo pierwsze co nas spotkało kilka metrów od wody to … sześć rekinów. Oczywiście z całego tego zamieszania pokręciło mi się coś w aparacie i nie udało mi się nakręcić całej ekipy na filmie, a jedynie jako tako wyszedł film z jednym, który pływał z nami dość długo. Popłynęliśmy na skraj rafy nad przepaść za falochronem i nie trzeba było długo czekać a przypłynęły 2 duże żółwie! Jeden z nich całkiem ciekawski podpłynął około metr od nas i przypozował do kilku zdjęć i filmu J. Okazuje że cała zabawa jest dopiero wieczorem gdy zwierzęta przypływają na żer na rafie. Wszystkiego było tyle że wyglądało to jak zupa rybna. Tysiące ryb w ławicach od wielkich osobników bo mikry milimetrowy narybek i plankton tuż pod powierzchnią. Mniejsze są zjadane przez większe, a te z kolei przez jeszcze większe i się wszystko pięknie kręci. Nawet barakud przypłynęła cała ławica a przecież polują zawsze w pojedynkę. Muszę sprawdzić czy to na pewno barakudy były, bo choć prawie identyczne to jakieś takie dziwnie smukłe nawet jak na barakudy. Także żona obiecuje rekiny, żółwie, manty i rekina wielorybiego i jak na razie wypełnia swoje obietnice, ale nie będę chwalił dnia przed zachodem słońca – obiecała jeszcze manty i rekina wielorybiego.
Zadowoleni z kolejnego 2 godzinnego snurka, poszliśmy na kolację. Dziś był bufet w klimatach Nowego Orleanu. Wybraliśmy między innymi bardzo dobre smażone krewetki w sosie jakimś tam (ostry ale bez przesady).
Po kolacji był czas na drinka w beach barze, na tarasie wypuszczonym w morze, gdzie siedząc i sącząc drinki, obserwowaliśmy rybki w podświetlonych światłami wodach laguny i słuchaliśmy zespołu na żywo. Niestety nikt nie tańczył, ale wiadomo że jeśli ktoś chce poimprezować to na Ibizę a nie na Malediwy trzeba się wybrać. Jeszcze mały spacerek i pisanie zaległego odcinka bloga z ceremonii ślubnej, z czym zeszło nam do 2 w nocy (widzicie jak się staramy żebyście mogli pobyć choć wirtualnie z nami J).
|
|
|
|||
|
|
|
|||
|
|
|









