Maldives wedding - snorkeling with sharks
Today we sleept way to long and almost were late for breakfast, which was fortunately until 10:30 (not until 10 like in most resorts).. Breakfast was quite nice, but nothing to fancy (scrabbled eggs , omelet, sausages etc.), but juices was something exceptional – freshly squeezed pineapple , orange and watermelon juice , not the watered concentrate usually seen in other resorts.
Right after breakfast we jumped in the water , and the first thing we saw was a shark :) It was quite close and swimming slowly so I took a few good pictures.
As soon as I came out of water, member of hotel staff appeared and told us that if we want to move than there’s a free beach front bungalow available.
We decided yesterday that we’re better off in current location, but we went to see proposed room, just to clear our cautions… and we decided to move :)
Express packing, rally cross with electric buggy through resort with Olimpia holding her wedding dress as her dearest treasure, and express unpacking, and all that in about 30 minutes. This beachfront bungalow was a bit less used up than our previous one, and was
When everything was unpacked we grabbed our snorkeling equipment and we jumped in water to check out underwater life in this part of island.
As soon as we dived in we so not one shark, not even two, but three sharks just about 10m from the beach! We were snorkeling until the sunset (we barely noticed that there was 20min of rain), and the sharks were cruising here and there and around us every 10min or so, so until the end of that day we were so used to them, that when there was something interesting on the reef we even didn’t bother to take pictures of the sharks.
At 19:00 we went for diner. Today there was Moroccan menu. Food was good, and as before there were delicious fruits.
Since we are on
Dziś wyspaliśmy się aż do przesady. Wstaliśmy o 10 i ledwo na śniadanie zdążyliśmy. Na szczęście ktoś tu pomyślał i śniadania są do 10:30 a nie do 10:00 jak wszędzie (niby 30min a robi wielką różnicę).
Śniadanko całkiem dobre, ale tak dość standardowo (jajecznica, omlety, wędlinki itp), oczywiście owoce inne niż na kolację i tak samo dobre , ale zaskoczył nas zestaw soków. W baniaczkach do samoobsługowego nalewania soków, sok ananasowy, arbuzowy, pomarańczowy ...ze świeżutkich owoców (a nie jak w dotychczas odwiedzanych przez nas hotelach, lepszy lub gorszy rozrabiany wodą koncentrat). Arbuzowy to po prostu niebo w gębie.
Po śniadanku odrazu prosto po sprzęt i do wody. Tym razem zaraz po wejściu do wody ...rekin :) Bliziutko pięknie pozował więc zrobiłem kilka wyraźnych fotek. Ledwo wylazłem z wody zjawił się facet z obsługi i powiedział, że jeśli chcemy to wolny jest domek bezpośrednio na plaży. Tak dla czystego sumienia pojechaliśmy zobaczyć w której części wyspy ...no i jednak zmieniliśmy na domek na plaży.
Ekspresowe pakowanie, wyczynowa jazda meleksem z rozłożoną suknią ślubną trzymaną przez Olimpie jak najdroższy skarb i ekspresowe rozpakowanie zajęło nam w sumie 30 min. Domek rozkład ma identyczny jak nasz poprzedni, ale chyba remont miał całkiem niedawno, bo jest w lepszym stanie, no i oczywiście jak dobrze skoczyć z werandy to można wylądować w wodzie. Acha miałem napisać że to JA chciałem zmienić pokój i że tym razem JA byłem marudny, a nie Olimpia :)
Gdy wszystko było rozpakowane, złapaliśmy sprzęt i poszliśmy obadać nowy teren podwodny.
Ledwo wleźliśmy do cieplutkiej wody ... trzy rekiny z 10m od brzegu. Rekinów tu jak psów, a nawet więcej bo psów tu jeszcze nie widziałem. W oceanie z głowami pod wodą siedzieliśmy aż do zachodu słońca, rekiny rafowe pojawiały się i znikały średnio co 10minut, więc napstrykałem multum fotek (nawet jedną gdzie jest Olimpia razem z rekinem, choć jest tak słabo widoczny że równie dobrze można pomylić go ze śledziem). W sumie to można powiedzieć że się już do tych rekinów przyzwyczailiśmy i jak jest coś lepszego do sfotografowania a płynie obok rekin to już nawet nie obracam aparatu :)
Po zmroku poszliśmy na kolację, gdzie był akurat wieczór marokański (+ oczywiście rewelacyjne owoce), a po kolacji znowu nudy bo na Malediwach animacji prawie nie ma. Z nudów ganialiśmy setki krabów po plaży i gekony po naszej łazience :). No i odwiedziliśmy czaplopodobnego ptasiora na pomoście, który jak nam powiedział strażnik, przylatuje tu codziennie na 3 godziny na kolację. Olimpia natomiast przytachała całe naręcza kwiatków, po które wdrapał jej się na drzewo gość z obsługi hotelowej (bylebym teraz ja nie musiał po te kwiatki po drzewach latać).
Teraz siedzimy przy szumie fal przy drinkach z minibaru, których ze względu na zaporową cenę zbyt dużo nie wypijemy :)









